Adam Hanuszkiewicz należy niewątpliwie do tych reżyserów, których sztuki bez względu na frekwencję publiczności na widowni- najszybciej zapadają w pamięć. Kultura i sztuka w obecnym czasie silnie cierpi na brak tak silnych indywidualności w polskim teatrze. Starsze pokolenie powoli odchodzi w zapomnienie i na próżno szukać wśród młodzieży kogoś, kto swym talentem, ale także charyzmą i determinacją poniesie nowe grono osób na Wyszyny kunsztu aktorskiego. Adam Hanuszkiewicz objął dyrekcję Teatru Narodowego oraz Powszechnego pod koniec lat 60.tych- tuż po głośniej aferze politycznej, którą wywołało wystawienie „Dziadów” w reżyserii poprzednika Kazimierza Dejmka.
Hanuszkiewicz lansuje gwiazdy
Adam Hanuszkiewicz jak nikt inny posiadał nosa do wychwytywania nietuzinkowych talentów i angażowania ich do ról w swoich przedstawieniach. Pracowali z nim najwybitniejsi polskich scen- Olbrychski, Dymszówna, Seniuk, Jędrusik, Łomnicki, Umer, itd. To dzięki jego otwartości i sugestiom Andrzej Nardelli wygłosił monolog Kordiana na szczycie drabiny, a Bożena Dykiel jako Balladyna wjechała na scenę teatru na hondzie. Kreatywność oraz pomysłowość to główne atuty, jakie reprezentował sobą artysta. Obecnie teatr także stanowi jego wielką pasję, jednak udziela się już znacznie rzadziej z powodów wiekowych oraz zdrowotnych.
Hanuszkiewicz i kobiety
Artysta stale podkreśla, że wpływ na jego wrażliwość i artystyczny sposób postrzegania świata od zawsze miały kobiety. On wobec kobiet- podobnie jak i wobec aktorów, których reżyserował- był bardzo wymagający, toteż żenił się aż trzykrotnie. Wszystkie żony były aktorkami. Wszystkie także z nim współpracowały na scenie. On sam twierdzi, że aktorstwo jako zawód jest zajęciem bardzo wampirycznym i toksycznym.


